Studiowanie medycyny okiem studenta czwartego roku

Wybór kierunku studiów to jedna z najważniejszych decyzji w Twoim życiu, dlatego tak istotne jest to, aby została ona podjęta w sposób rozważny i przemyślany. Aby ułatwić nieco to zadanie, postanowiłem napisać dzisiaj parę słów na temat studiowania medycyny z mojego punktu widzenia. W komentarzach śmiało zadawajcie wszelkie nurtujące Was pytania dotyczące tego tematu, na każde z nich postaram się konstruktywnie odpowiedzieć.

Zacznijmy od tego, kim w ogóle jestem. Studiuje aktualnie na czwartym roku medycyny na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. Dokonałem takiego wyboru, ponieważ słyszałem o tym uniwersytecie bardzo dobre opinie (moją opinie na temat samej uczelni możesz przeczytać tutaj), a samo miasto należy do najpiękniejszych w Polsce, o czym miałem okazję przekonać się uczęszczając tu wcześniej do liceum. Inne uczelnie znam wyłącznie z historii moich znajomych, dlatego poniższy opis odnosił się będzie przede wszystkim do Wrocławia.

Pierwsze dwa lata studiów to tylko i wyłącznie teoria. Zapewniam Cię, że w tym czasie nie będzie Ci dane zobaczyć ani jednego pacjenta. Wszelkie wyobrażenia o ratowaniu świata i pomaganiu chorym będziesz musiał odłożyć nieco w czasie. Same zajęcia niestety też do najciekawszych nie należą. Tak naprawdę w wielu przypadkach polegają one na recytowaniu przez asystenta treści, które samemu mógłbyś przeczytać w każdej jednej książce. Gdyby chociaż robili to głosem Scarlett Johansson/Piotra Fronczewskiego (niepotrzebne skreślić), to obiecuję, siedziałbym w pierwszym rzędzie z wypiekami na twarzy. Żeby jednak pozostać obiektywnym, to oczywiście muszę w tym miejscu zaznaczyć, że zdarzają się również przedmioty ciekawe i pouczające. Z mojego punktu widzenia najbardziej podobała się biochemia (cóż za zaskoczenie!), bo dawała możliwość zabawy w laboratorium, oraz patomorfologia, gdyż widok przeprowadzanej sekcji zwłok zmienia nieco wyobrażenie na temat człowieka i ludzkiego ciała.



Od trzeciego roku wreszcie zaczynają się zajęcia kliniczne. Prawdziwe przypadki, prawdziwi ludzie, prawdziwe choroby. Jeżeli tylko trafisz na odpowiedniego asystenta, to naprawdę w tym miejscu te studia wreszcie mogą zacząć się podobać i przynosić satysfakcję ze wstawania na ósmą rano. Żeby jednak nie było tak różowo, czasami zajęcia wyglądają też w taki sposób: “Idźcie zebrać wywiad od pani z siódemki, a ja wrócę do Was za godzinę, bo akurat mam dużo pracy na oddziale”. Po części to rozumiem. Przecież ordynatora nie będzie później interesowało to, że miałeś dzisiaj studentów i nie miałeś czasu zrobić to, co do Ciebie należało. We Wrocławiu na pierwszy rzut idzie dermatologia, interna, pediatria i choroby zakaźne.

Słyszałem kiedyś opinię, że nie istnieje coś takiego, jak wolny czas na medycynie. Od razu Cię uspokoję, że to nieprawda. Ciężko jest wyłącznie na pierwszym roku, a spowodowane jest to przede wszystkim tym, że trzeba się w jednej chwili przestawić z licealnego sposobu nauki na akademicki, a tylko po części faktycznym ogromem materiału. Im szybciej uda Ci się zaadaptować, tym lepiej dla Ciebie. Największa różnica polega na tym, że tutaj asystenci wymagają wiedzy z tematu, który dopiero będzie omawiany na zajęciach, a nie z tematów przeszłych (co w sumie nie jest takie głupie). Z każdym kolejnym rokiem studiów nauki jest już coraz mniej i dlatego też będąc na czwartym roku, mam czas na wszystko, co tylko zechcę: korki, drugi kierunek studiów, prowadzenie fanpage’a, siłownię, imprezy… Nie uważam, żebym musiał się uczyć jakoś dużo więcej, niż moi znajomi na innych uczelniach, ale ciiiiiiiiiii, nie mówcie tego mojej mamie! Złota rada na przetrwanie pierwszego roku? Skup się TYLKO I WYŁĄCZNIE na anatomii, reszta zaliczy się sama. Na medycynę trudno się dostać, ale jeszcze trudniej z niej wylecieć.



Obecność na zajęciach jest skrupulatnie sprawdzana i w przypadku zbyt częstych nieobecności robią się później problemy przy zaliczeniu. Nie ma tak, jak na niektórych uczelniach, że przez cały semestr nie pojawisz się na danym przedmiocie, a później jak gdyby nigdy nic przyjdziesz sobie na egzamin i po problemie. Uniemożliwia to zatem podjęcie pracy w trakcie studiów, no chyba że wieczorami, albo tylko w weekendy. Świetną alternatywą jest udzielanie korepetycji, na co zdecydowała się spora część moich znajomych.

studiowanie medycyny

Po każdym roku student ma obowiązek odbyć czterotygodniowe praktyki lekarskie w czasie wakacji. Zatem niestety, ale zakładając brak wrześniowych poprawek, wakacje studenta medycyny trwają tylko dwa miesiące. Tutaj zasada jest podobna, jak w przypadku zajęć klinicznych: trafisz na fajnych ludzi, to się od nich możesz sporo nauczyć, a jeśli nie, to praktyki będą polegały wyłącznie na spacerowaniu po szpitalnych korytarzach. Dodam jeszcze na koniec, że są to oczywiście praktyki bezpłatne, a czasem dochodzi nawet do takich absurdalnych sytuacji, że to Ty płacisz szpitalowi za możliwość podjęcia u nich pracy. Nie, to nie jest żart.

Podsumowując, powyższy tekst nie ma na celu zniechęcenia Cię do studiowania medycyny, a jedynie zobrazowanie tego, że nie zawsze jest tak fajnie, jak mogłoby się wydawać. Wiadomo, pewna praca, prestiż, dobre zarobki, ale początki bywają trudne i minie zapewne sporo czasu, zanim wysiłek włożony w naukę przyniesie wymierne korzyści. Czy gdybym dzisiaj znowu miał 19 lat, to poszedłbym na medycynę? Nie jestem o tym przekonany, a już przynajmniej na pewno dwa razy bardziej zastanowiłbym się nad innymi możliwościami…


4 thoughts on “Studiowanie medycyny okiem studenta czwartego roku”

  1. Mam kilka pytań, które mnie nurtują. Pierwsze, czy naprawdę tak ciężko się dostać? Dwa, czy to (ewentualnie) się kiedyś zmieni, patrząc na co raz mniejszą liczbę lekarzy? I chyba najważniejsze. Czy ucząc się w liceum raczej przeciętnie (trójki, czwórki) warto w ogóle sobie zawracać głowę marzeniami o tym kierunku?

    1. Dostać jest się ciężko, nie ma co tego ukrywać… Medycyna jest strasznie popularnym kierunkiem i raczej nie ma co liczyć na to, że się to zmieni w najbliższej przyszłości. Progi od lat stoją na względnie stałym poziomie. Oczywiście oceny nie są idealnym wyznacznikiem poziomu wiedzy i może się zdarzyć tak, że trójkowy uczeń napisze maturę lepiej od piątkowego, ale jeśli realnie myślisz o studiowaniu medycyny, to trzeba poświęcić chemii i biologii sporo czasu oraz wysiłku 😉

  2. Waham się między medycyną, weterynarią, a… kierunkiem typowo chemicznym (czysta chemia lub technologia chemiczna itp. ponieważ chemia to pasja i poświęcam na nią więcej czasu). Z biologią rożnie idzie, dużo więcej samodyscypliny niż ciekawości, odwrotnie niż z chemią ( do niej nie muszę się motywować ). Wiem, że ciekawi mnie ciało i wszelkiego rodzaju operacje ( praktyki w lecznicy przy operacjach zwierząt, zastrzyki, podłączanie kroplówek itp.), ale czy medycyna nie jest typowo dla osób BIOL-chemów, niż tych, którzy nie interesują się zbytnio roślinami, enzymami itd ( wiem, że do matury potrzebne i wiem, że na medycynie roślin nie ma, chodzi mi o sam “typ” ucznia :> ) ?

  3. Informatyka, naprawdę nie mam pojęcia, czemu ludzie aż tak bardzo pchają się na medycynę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *